Obudziło mnie ostre światło, przebijające się do pokoju mimo zasuniętych zasłon. Zerknęłam na zegarek i aż jęknęłam zdegustowana bo dopiero co wybiła siódma. Odwróciłam się tyłem do okna i wsadziłam głowę pod poduszkę w nadziei, że uda mi się pospać jeszcze godzinę lub dwie, ale nic z tego nie wyszło. W końcu wygrzebałam się z pościeli i z zazdrością spostrzegłam Ryana, który spał mocno, nieczuły na panujące w pokoju warunki, za to mamy nigdzie nie było więc domyśliłam się, że poszła na swój zwyczajowy, poranny jogging. Starając się nie obudzić brata przeszłam przez pokój i po cichu wśliznęłam się do łazienki. Po szybkim prysznicu, przebrałam się w zwiewną, niebieską sukienkę po czym wysuszyłam włosy, które natychmiast zaczęły się lekko kręcić, a na koniec zrobiłam lekki makijaż.
Akurat kiedy wyszłam z łazienki, Ryan zaczął się wiercić, aż w końcu niemrawo otworzył oczy.
- Cześć śpiochu - powiedziałam z uśmiechem, chcąc zwrócić na siebie jego uwagę.
Brat zmierzył mnie niezbyt przytomnym wzrokiem.
- Dokąd cie niesie Nat? - wymamrotał
- Jeszcze nie wiem - wzruszyłam ramionami po czym wyjęłam lustrzankę z etui - Powiedzmy, że idę zrobić mały zwiad i go udokumentować. Wybierzesz się ze mną?
Tak jak się spodziewałam chłopak natychmiast zaprzeczył.
- Wolę jeszcze trochę pospać.
- Twój wybór - wywróciłam oczami - Skoro wolisz spędzić wakacje w łóżku to proszę bardzo, ale ja chcę mieć co wspominać...
- I mieć czym się chwalić na uczelni - dopowiedział złośliwie, przez co oberwał poduszką - Ej!
- No co? - spytałam niewinnie - Pilnuję tylko żeby ci było wygodnie braciszku, dodatkowa poduszka zawsze się przyda nieprawdaż?
W odpowiedzi Ryan rzucił mi przerysowane, złowieszcze spojrzenie, a ja parsknęłam śmiechem i szybkim krokiem wyszłam z pokoju.
Na korytarzu było cicho, tak samo jak w recepcji, jednak gdy tylko wyszłam na ulice wokół mnie przewaliły się istne tabuny ludzi, zarówno tutejszych jak i turystów. Nie bardzo wiedziałam dokąd iść, nie mogłam też nikogo zapytać, jak trafić do tutejszych zabytków bowiem mój głos nie miał szans przebić się przez panujący wokół harmider, Tak więc jedyne co mogłam zrobić to iść za tłumem. W ten właśnie sposób, po około pół godzinnym marszu, dotarłam do Bramy Indii czyli pomnika poświęconego Indusom, którzy polegli w czasie I wojny światowej. Dopiero tam tłum przerzedził się na tyle, że mogłam uzyskać choć odrobinę wolnej przestrzeni. Wyjęłam odpowiedni obiektyw i obeszłam zabytkowy pomnik by uwiecznić z jak najkorzystniejszej perspektywy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz