Zapach, mocno, nowo, słono, pot, kot, duży-brat. Szurnięcie, głośno, dwunożny-brat, gałąź, zwierzyna, płoszyć.
Warknięcie, długie "Uważać, !. "
Głos, cicho " Przepraszam, wyszedłem ostatnio z wprawy. "
Mruknięcie, niezadowolenie.
Węszenie, zapach, nowo, słono, pot, mocno, bardzo. Ruch, szelest. Nogi, wysoko, sztywno, stanie.
Warknięcie, ostro. wysoko, sztywno, ogon, sierść, dużo, wysoko.
Głos, cicho "Co się dzieje?"
Syknięcie, krótko.
Ciemno.
Obudziłem się z głową bolącą, jak gdyby przejechał po niej pociąg dostawczy. Spróbowałem się podnieść, ale powstrzymała mnie ciepła, szeroka dłoń na przedramieniu. Przy mnie, obok puchowaego łóżku, na ktrórym leżałem, sedział na jakimś stołku Arata.
- Co się dzieje, gdzie ja jestem? - spytałem słabo i skrzywiłem się, gdy moją skroń przeszył ostry ból pourazowy.
- Spokojnie, mój mały książę - usłyszałem przyjemny tembr głosu Araty, nieco przyćmiony, jak gdyby wypowiedziany zza cienkiej szyby. - Pamiętasz, co się działo, zanim straciłeś przytomność?
- Mniej więcej... od razu, jak przylecieliśmy do Indii, zawiozłeś nas gdzieś wgłąb kraju, w dżungę. A tam tropiłem... ale nie do końca jestem pewien, co. Wtedy wydawało mi się oczywistym, żeby podążać za zapachem, ale nie kojarzę go z niczym, przynajmniej teraz - podciągnąłem się na rekach do siadu, mimo protestu Araty.
- Szedłeś za zapachem swojego brata i dostałeś w głowę od Jassen, strażniczki tego domu. Nie pomyślałem, żeby uprzedzić kogokolwiek o naszym przybyciu, więc możesz zrzucić winę na mnie - pogłaskał mnie czule po boku głowy, a ja tylko pokiwałem przecząco.
- Więc jesteśmy teraz u mojego brata... U którego? I co się działo przez te cztery dni, odkąd zemdlałem? - spytałem dość rzeczowo, starając się skupić uwagę na głosie Araty, żeby chociaż trochę zmniejszyć ból.
- Thaval, trzeci w kolejności - skinął tylko głową na znak, że przyjąłem do wiadomości. - I nie byłem nieprzytomny cztery dni, tylko kilka godzin. Nie wiem, dlaczego, ale wygląda na to, że panują tu bardzo ciekawe warunki, dzięki którym utrzymujesz ludzką formę przez cały czas. Oczywiście, nie mogę być pewny, co do całokształtu, nie za bardzo potrafiłem się porozumieć z Jassen. Sam wiesz, jak bardzo zaawansowane jest moje hindi - zachichotałem lekko, przypominając sobie niegdysiejsze próby Araty nauczenia się mojego ojczystego języka.
Jeszcze przez najbliższe dziesięć minut rozmawialiśmy o mniej lub bardziej poważnych sprawach, aż w końcu drzwi się otwarły i do pokoju weszła kobieta, prawdopodobnie Jassen. Była dość niska, zwłaszcza, jak na Indyjkę, miała karnację koloru palonego cukru, dusze, migdałowe oczy o ciemnobrązowych tęczówkach. Ubrana była w coś, co dla mnie było parodią tradycji, ale mogło zostać stworzone po moim opuszczeniu ziem ojca i być obecnie klasyką.
- Witam małego księcia - uśmiechnęła się, odzywając do mnie w płynnym hindi o nieznanym mi akcencie. Jej tytułowanie zirytowało mnie, nie okazywała najmniejszego szacunku.
- Nie wiem, kim jesteś dla mojego brata, ale w każdym razie jeszcze jedno takie słowo będzie cię kosztowało głowę - powiedziałem, starając się nie pokazać tonem zbytnio swojej wrogości, żeby nie niepokoić Araty.
- Przepraszam ale nie rozumiem. Z tego, co pan Thaval mi mówił, to gepardem jest jego najmłodszy brat...
- I powiedział ci również, że możesz prawo do księcia pierwszego rzędu zwracać się jak do kolegi z pola, tak? - syknąłem i szybko chwyciłem Aratę za rękę, żeby uspokoić jego nerwowe spojrzenie. - Wyjdź stąd - w końcu oświadczyłem. - Wyjdź, nie mam zamiaru rozmawiać z kimkolwiek , dopóki mój brat sie nie pojawi.
Jeszcze przez najbliższe dziesięć minut rozmawialiśmy o mniej lub bardziej poważnych sprawach, aż w końcu drzwi się otwarły i do pokoju weszła kobieta, prawdopodobnie Jassen. Była dość niska, zwłaszcza, jak na Indyjkę, miała karnację koloru palonego cukru, dusze, migdałowe oczy o ciemnobrązowych tęczówkach. Ubrana była w coś, co dla mnie było parodią tradycji, ale mogło zostać stworzone po moim opuszczeniu ziem ojca i być obecnie klasyką.
- Witam małego księcia - uśmiechnęła się, odzywając do mnie w płynnym hindi o nieznanym mi akcencie. Jej tytułowanie zirytowało mnie, nie okazywała najmniejszego szacunku.
- Nie wiem, kim jesteś dla mojego brata, ale w każdym razie jeszcze jedno takie słowo będzie cię kosztowało głowę - powiedziałem, starając się nie pokazać tonem zbytnio swojej wrogości, żeby nie niepokoić Araty.
- Przepraszam ale nie rozumiem. Z tego, co pan Thaval mi mówił, to gepardem jest jego najmłodszy brat...
- I powiedział ci również, że możesz prawo do księcia pierwszego rzędu zwracać się jak do kolegi z pola, tak? - syknąłem i szybko chwyciłem Aratę za rękę, żeby uspokoić jego nerwowe spojrzenie. - Wyjdź stąd - w końcu oświadczyłem. - Wyjdź, nie mam zamiaru rozmawiać z kimkolwiek , dopóki mój brat sie nie pojawi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz