...

...

1.2

Wsłuchiwałem się w powoli ciągnąca się melodię wygrywaną przez moje palce na wiekowym, ale wciąż w idealnym stanie, sarangi. Sam nie wiem, dlaczego po tylu miesiącach odstawki sięgnąłem znowu po ten instrument. Może ogarnęła mnie lekka nostalgia, tęsknota za starymi czasami, poczucie obowiązku obchodzenia starych świąt. Nie wiem, czy tamte czasy były lepsze, ale na pewno były to moje czasy. Nawet po tak długim okresie wciąż pamiętałem przyjemną atmosferę na dworze matki, dotyk jej dłoni, subtelny głos i gniew, gdy któryś ze starszych braci wyciął mi jakiś kawał. Nie czułem się teraz nieswojo, ale i tak nie myślałem o współczesności jako o miejscu, do którego należę.
Od czasu naszej porannej rozmowy zdążyłem się już przebrać z coś bardziej mi odpowiadającego, dlatego też miałem teraz na sobie czarne szarawary z szerokim pasem w złoty wzór, idealnie trzymające się na biodrach oraz bluzkę typu kimono, składającą się z dużego kawałka półprzezroczystego materiału, tworzącego szerokie rękawy zakończone obcisłą obrączką elastycznego materiału przy nadgarstkach. Miała bardzo szeroki dekolt, ledwie zasłaniając moje ramiona, dość wąskie jak na męskie. Na dole materiał kończył się nieco powyżej talii, ściągnięty podobnie do rękawów - elastycznym paskiem. Miałem więc odsłonięte nogi od łydek w dół, jeśli nie liczyć złotej bransoletki na  kostce, oraz brzuch, włącznie z pępkiem. Na twarzy miałem czarną woalkę ze złotym paskiem, podobną do tych używanych przez tancerki brzucha, czy damy dworu, ale bez cekinów i innych wzorów poza ozdobnym paskiem przytrzymującym ją na nosie. Poza tym podkreśliłem wyraźnie dolną linię oczu czarną kredką, kończąc ją trzema "rzęsami", a górną powiekę pociągnąłem cieniami w kolorze starego złota, łagodnie przechodzącymi w czerń po zewnętrznej stronie. Już za dziecka lubiłem używać swojego dziewczęcego wyglądu na korzyść, dlatego też często ubierałem się w niemal kobiece stroje, wykorzystując przewagę braku ograniczeń odsłaniania ciała. Efekty takich zabiegów były naprawdę powalające, nieraz udawało mi się uzyskać od wasalów mojego ojca zdecydowanie więcej, niż któremukolwiek ze starszych braci, za co też nie byłem wśród nich zbytnio lubiany.
- Arata? - wyszeptałem w końcu. Czułem jego intensywny wzrok na moich plecach, ale do tej pory mężczyzna siedział cicho.
- Co się stało, mój mały książę? - spytał miękko, nie zmieniając pozycji. Nawet jako człowiek mogłem czuć przyjemny zapach piżma, którym emanował dzięki perfumom. Arata uwielbiał grać ze mną w naszą małą grę skojarzeń. Ja dostosowywałem kolor ubrania do swojego nastroju, a on codziennie używał innych perfum, zależnie od tego, co chciał uzyskać.
- Mógłbyś mnie dziś na wieczór zostawić samego? - spytałem.Wiedziałem, że mu się to nie spodobało, zwłaszcza że ostatnie dwa tygodnie byliśmy rozdzieleni przez problemu na giełdzie amerykańskiej, ale nie protestował, jak przypuszczałem.
- Pod jednym warunkiem - w końcu orzekł, a gdy nie odezwałem się, kontynuował. - Zagraj coś dla mnie.
- Przecież cały czas gram - odpowiedziałem beznamiętnie, zerkając na niego kątem oka. Arata wstał i podszedł do mnie, obejmując mnie od tyłu i kładąc nieco zimną rękę na moim nagim brzuchu.
- Nie, cały czas grasz tak po prostu. A ja chcę, żebyś zagrał coś DLA MNIE - zaakcentował mocno dwa ostatnie wyrazy i pociągnął lekko zębami za moje ucho.
Westchnąłem cicho i zacząłem grać melodię, którą kiedyś nauczyła mnie matka - "मेरा प्यार" "Meeraa pyaara". Ukradkiem po policzku spłynęła mi pojedyńcza łza.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz