...

...

2.3

Miałam wielką nadzieję, że mamie przejdzie po dwóch dniach i odpuści nam ten cały szlaban. Marzenia ściętej głowy... Nie tylko nie odpuściła, ale zawzięła się do tego stopnia, że każdego dnia wydzwaniała do naszych nauczycieli, by skontrolować, czy na pewno byliśmy na lekcjach. No i jeszcze dostawaliśmy opieprz o każdą minutę spóźnienia. Jednym słowem: masakra. Oboje z Ryanem staraliśmy się robić wszystko, by nie wchodzić mamie w drogę, ale i tak ostatnie dwa tygodnie były pełne sprzeczek, krzyków i awantur. 
Dzisiaj jednak była niedziela, a mama zdawała się tryskać humorem. Od rana się do nas uśmiechała i nie karciła o byle co, tak, jak przez ostatnie parę dni. Upichciła nawet lasagne na obiad, wiedząc, że to ulubione danie Ryana. Podejrzewałam, że coś jest na rzeczy, zwłaszcza gdy uparła się, byśmy zjedli obiad na tarasie bo "przecież jest taki piękny dzień". Gdy już zasiedliśmy do stołu, zaczęła beztrosko szczebiotać o jakichś zupełnie błahych sprawach. Zupełnie jak nie mama. Mniej więcej w połowie posiłku zorientowała się, że pilnie jej się przyglądamy i zapytała:
- Coś nie tak?
- Nie jesteś na nas zła? - odparłam niepewnie.
- Nie.
- Czyli szlaban już nie obowiązuje? - zapytał z nadzieją Ryan.
- Oczywiście, że obowiązuje - mama wywróciła oczami. - Ale uznałam, że skoro nie możecie wychodzić dla waszego bezpieczeństwa, to należy wam się jakaś przyjemność w zamian.
- Dla naszego bezpieczeństwa?! - zaprotestował Ryan, ale uciszyłam go szybko. Lepiej, żeby nie denerwował mamy. Zresztą, teraz nie było sensu się z nią kłócić, skoro i tak postawiłaby na swoim.
- Co masz na myśli mamo? - zapytałam.
- Pojedziemy na wakacje! - obwieściła z uśmiechem.
- Wakacje? - zapytałam zbita z tropu. - W środku semestru?
- Oj, dwa tygodnie ci nie zaszkodzą - prychnęła mama. - Zresztą, to nie ja wybierałam termin. Zaproponowano mi wyjazd jako nagrodę za wysokie wyniki w pracy.
- A dokąd właściwie mielibyśmy pojechać? - wtrącił Ryan.
- Do Indii - odpowiedziała podekscytowana mama, a widząc, że miny nam zrzedły dodała. - Wyobraźcie to sobie dzieciaki! Będziemy mieli zapewnione zakwaterowanie w luksusowym hotelu, spędzimy razem dużo czasu i zwiedzimy mnóstwo miejsc! Natalie zrobi wspaniałe zdjęcia i będzie fantastycznie.
Musiałam przyznać, że ta wizja była kusząca...
- Kiedy wyjeżdżamy? - zapytałam. - Bo przydałoby mi się zaopatrzyć w kilka nowych ciuchów i rzeczy potrzebnych w tamtym klimacie. Zresztą, wam również tego potrzeba.
- Hmm... obawiam się, że nie mamy na to zbyt wiele czasu - przyznała mama. - Samolot startuje jutro o 5.00 rano.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz