...

...

1.5

- Ty sobie chyba żartujesz! - prychnąłem zniesmaczony i oburzony. - Nawet jak mnie uśpisz, i tak nie ma takiej siły na niebie i ziemi, która by mnie wepchnęla do klatki! - syknąłem ostrzegawczo, przestając panować nad półzwierzęcymi odruchami.
- Uspokój się, Shin - Arata uśmiechnął się ładodnie po przeciwlełej stronie stołu. Wiedziałem, że użył mojego imienia (a właściwie jego wersji mojego imienia), ale jakoś załagodzić sytuację, formalizującją, ale nie miałem zamiaru na to pozwolić.
- Nie mam zamiaru. Żyję już te dwa tysiące lat i jeszcze nikt nie był na tyle bezczelny, żeby próbować mnie wepchnąć do klatki jak jakiegoś kundla!
- Tak, wiem, przepraszam. Ale jedyne, co udało mi się uzyskać, to zezwolenie na lot na czwartek. A dobrze wiem, że jesteś wtedy kotem - jego głos byl zrezygnowany i wyczuwałem, że chyba za bardzo poniosła mnie wciąż obecna książęca duma.
- Wiem, przepraszam - powiedziałem zgaszonym tonem, po czym podszedłem do niego i polizałem nieśmiało po szyi. Nie był to zwyczaj typowo koci, a wilczy, ale i tak się spodobał Aracie. Wyciągnął zachęcająco szyję i splótł dłoni wokół mojej talii.
- Nie szkodzi, kotku - wymruczał zadowolony, ciągnąc mnie delikatnie za ucho. - Właściwie, to nigdy nie zapytałem. Jak właściwie jest kot w hindi?
- Billī, a kocię to bilauṭā - odpowiedziałem lekko, starając się użyć jak najwyraźniejszego akcentu. W mojej ojczyźnie słowa zlewały się ze sobą w jeden długi ciąg melodyczny, więc często pomijano końcówki lub dorabiano nowe. Zawsze jednak na piśmie wszystko było według przyjętej gramatyki i pisowni.
- Ładnie. Bilauta - powtórzył Arata nieco łamaną wymową, ale nie zwróciłem mu uwagi. Podobał mi się dźwięk tego słowa w jego ustach. Pzeciągnąłem się i usiadłem kątem uda na kolanach Araty. Śliski materiał moich spodni znusił mnie do ciągłego manewrowania, żeby nie zjechać, ale nie narzekałem. Bliskość i ciepło ciała Araty rekompensowały wszystko.
- Dużo masz dziś jeszcze do zrobienia? - spytałem w końcu.
- Pomyślmy... - mój  ukochany zastanowił się przez chwilę. - Muszę potwierdzić wylot, jeśli się zgodzisz, znaleźć odpowiedni hotel, zapewnić bezpieczeństwo wyspy na czas naszej nieobecności, dopilnować zakończenia giełdy na Manhattanie... - zaczął wyliczać, a ja mimowolnie zgarbiłem się nieco i niemal fizycznie położyłem po sobie uszy. - Ale - dodał. - Dla ciebie zawsze znajdę odpowiednio dużo czasu - chciałem się uśmiechnąć, ale Arata mnie uprzedził pocałunkiem. Naprawdę konkretnym, stęsknionym pocałunkiem. Arata był może nieco brutalny, ale podobało mi się to, czułem sie bezpieczny dzięki jego dominacji w naszym związku. Wiedziałem, że zawsze mam otwarte drzwi do ucieczki za jego szerokie ramiona.

Krzyknąłem po raz ostatni, po czym opadłem na łokcie, ciężko dysząc. Byłem wyczerpany i nieco obolały, ale nie oddałbym ani sekundy z ostatnich dwóch godzin.
- Kocham cię, bilauta - wyszeptał mi wprost do ucha Arata. Czułem dotyk jego ciepłej, wilgotnej od kropelek potu skóry na swoich plecach. Twarda muskulatura mięśni brzucha stanowiła kontrast do mojej drobnej sylwetki o wręcz wychudzonych kształtach i szczątkowej sile. - Jak się czujesz? - spytał z troską w głosie.
- Nic mi nie jest - wychrypiałem, po czym odkaszlnąłem lekko i obróciłem górną część tułowia i głowę tak mocno, jak tylko pozwalała mi na to sytuacja, po czym pocałowałem Aratę w policzek. Ten uśmiechnął się miękko i pogłaskał mnie po włosach.
- To dobrze. Bałem się, że za dużo od ciebie wymagałem po tak długiej przerwie - stwierdził, po czym usiadł zręcznie na kolanach i zaczął jeździć palcem po moim kręgosłupie. - Żeby tak wreszcie skończyła się ta cała farsa - westchnął, po czym na chwilę dotyk jego dłoni zniknął, by pojawić się po krótkiej przerwie.
- Masz jeszcze godzinę. Jakieś specjalne życzenia? - spytał mruczącym głosem.
- Tylko jedno - odpowiedziałem, a gdy nie doczekałem się reakcji, obróciłem się na plecy i uśmiechnąłem szeroko - nie opuszczaj mnie dziś aż do rana.

2 komentarze:

  1. Fajny rozdział. ale krótki :c Hmmm a to ,bilauta".. czytałaś kiedyś Klątwę Tygrysa może? :)
    http://ever-books-world.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Owszem, czytałyśmy Klątwę Tygrysa i to dzięki niej powstał nasz pomysł ;P
      Kuroneko

      Usuń